„Jamno – miejsce, w którym historia oddycha sztuką”

Są miejsca, do których nie jedzie się wyłącznie po to, by coś zobaczyć. Jedzie się tam po ciszę dawnych opowieści, po zapach starego drewna, po dotyk historii ukrytej w ścianach, które pamiętają więcej niż niejedna kronika. Takim miejscem okazało się dziś Jamno – spokojne, pełne tradycji
i tej szczególnej atmosfery, która sprawia, że człowiek mimowolnie zwalnia krok.
Uczestnicy XVII Międzynarodowego Pleneru Plastycznego Silesia Tak Art w Mielnie, odbywającego się pod Honorowym Patronatem Burmistrza Mielna, wyruszyli dziś właśnie tam – do miejsca, gdzie sztuka spotyka się z historią, a rękodzieło nadal ma duszę.
Już sam widok zabytkowego kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej budził refleksję. XIV-wieczna świątynia, najstarszy budynek tej części miasta, trwa mimo upływu stuleci niczym milczący świadek ludzkich losów. Patrząc na jego mury, trudno nie pomyśleć o wszystkich pokoleniach, które przez wieki przekraczały ten sam próg – z nadzieją, bólem, wdzięcznością czy modlitwą.
Choć przebudowy z XVIII i XIX wieku odebrały świątyni część jej gotyckiego charakteru, pozostawiły coś równie cennego – ślad kolejnych epok. Barokowy hełm wieży z zegarem przypomina dziś, że czas nie niszczy wszystkiego. Czas czasem tylko dopisuje nowe rozdziały.
Największe wrażenie zrobiło jednak wnętrze kościoła. XVIII-wieczna ambona i chrzcielnica przyciągały wzrok, lecz prawdziwą opowieść snuł strop ozdobiony polichromią
z motywami jamneńskimi. Patrząc na te wzory, miałem wrażenie, że kultura tego regionu nie została zamknięta w muzealnych gablotach. Ona nadal oddycha. Nadal żyje w ornamentach, kolorach i pamięci ludzi.
Później przyszedł czas na wizytę w Zagrodzie Jamneńskiej – miejscu wyjątkowym, w którym historia nie stoi za szklaną szybą, ale pozwala się dotknąć. Drewniana chałupa kryta trzciną, ryglowa stodoła, stare sprzęty codziennego użytku. Wszystko to tworzyło przestrzeń, w której można było poczuć rytm dawnego życia.
Nie było tam pośpiechu współczesności. Była za to prostota, która kiedyś budowała świat ludzi silnych pracą rąk i przywiązaniem do tradycji.
Najbardziej niezwykłym momentem dnia okazały się jednak warsztaty tworzenia lalek motanek. Na początku wielu uczestników podchodziło do nich z lekkim uśmiechem i dystansem. Ot – kawałki materiału, sznurki, trochę wstążek, kilka ruchów dłoni. Ale bardzo szybko okazało się, że motanka to coś więcej niż ludowa zabawka.
W ciszy skupienia zaczęły powstawać małe symbole cierpliwości, uważności i wyobraźni. Każda lalka była inna – tak jak różni są ludzie, którzy je tworzyli. Jedne wyglądały dostojnie, inne budziły uśmiech, jeszcze inne przypominały małe strażniczki dawnych historii.
I właśnie wtedy pomyślałem, że sztuka wcale nie zaczyna się od wielkich galerii ani nazwisk zapisanych w albumach. Czasami rodzi się przy drewnianym stole, w zapachu trzciny i starych belek, pomiędzy śmiechem uczestników
i cichą koncentracją dłoni splatających nitki.
Dzisiejsza wyprawa do Jamna była czymś więcej niż wycieczką. Była spotkaniem z kulturą, która nie potrzebuje rozgłosu, aby przetrwać. Z tradycją, która nadal potrafi zachwycić ludzi przyzwyczajonych do ekranów, pośpiechu i świata zamkniętego
w telefonach.
Wracaliśmy do Mielna bogatsi nie tylko o nowe doświadczenia, ale także o coś trudniejszego do nazwania – o poczucie, że istnieją jeszcze miejsca, gdzie człowiek może na chwilę odzyskać kontakt
z tym, co prawdziwe.
A nasze motanki?
Może nie są idealne.
Ale każda z nich są prawdziwe
i mają duszę.
Wycieczkę oraz warsztaty zorganizowano przy wsparciu finansowym Zarządu Oddziału Wojewódzkiego Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych w Katowicach za co serdecznie dziękują wszyscy uczestnicy tegorocznego pleneru plastycznego w Mielnie.